Górski Karabach nie taki straszny. Dzień 33

Początek mieliśmy dzisiaj dość nieprzyjemny. Pod górę, pod wiatr i w deszczu. Aby dostać się do granicy Karabachu musieliśmy wjechać na przełęcz 2400 m n.p.m. O dziwo nawet był asfalt. W ogóle chcieliśmy zauważyć, że infrastruktura w tej republice (nieuznawanej przez niemal cały świat) jest jak na razie najlepsza. Dzisiaj śmigaliśmy świeżutkimi asfaltami. Czasem były kilkunastokikometrowe odcinki kamieni, albo ubitego szutru, ale robota aż wrze 🙂 do końca sezonu powinno być już wszystko gotowe.

Wracając do przełęczy..część widoków była zasnuta mgłą i chmurami, ale zdarzały się dobre momenty.



Bardzo długo wypatrywaliśmy granicy, ale post graniczny pojawił się dużo poźniej, wraz z pierwszą wioską. 

Na przejściu nawet nie musieliśmy pokazywać paszportów 🙂 wystarczyło wypić kieliszek koniaku i zjeść arbuza. I oczywiście trochę poowiadać o naszym świecie. 

Ruszyliśmy pełni znaków zapytania. A dalej pojawił się cudowny asfalt (wcześniejszy odcinek był pełen błota dlatego było to miłe zaskoczenie) i jeszcze cudowniejszy wąwóz. To było perfekcyjne połączenie.


Na rowery błoto z nie działa zbyt dobrze. 


Po drodze zatrzymaliśmy się na chwilę w Dadiwank, żeby choć z daleka zobaczyć monastyr z IX w. 


Naglił nas czas dzisiaj, ponieważ chcemy dotrzeć do stolicy Karabachu w piątek przed 18:00 do Ministerstwa Spraw Zagranicznych gdzie musimy kupić wizę. W weekendy jest ono nieczynne a nie chcielibyśmy zostać na weekend w mieście.

W międzyczasie krajobraz się trochę zmieniał.

Aż zaczął przypominać tereny pustynne


Ruch na drogach tutaj jest znikomy. Turystów brak. Ludzie zazwyczaj pozdrawiają nas przyjaźnie gdy przejeżdżamy. I faktycznie. I tylko upewniają się, że nam się tu podoba. Śladów wojny, jak na razie, nie widać. 

Dzisiaj zatrzymaliśmy się w hostelu w Martakert. 7000 dram. Nie majątek. I dostaliśmy na kolację gołąbki. Wreszcie coś gotowanego, a nie ciągle te szaszłyki! 


Bardzo przyjemnie też jest wziąć ciepły prysznic po dość długiej przerwie 🙂 Tutaj to naprawdę rarytas. U nikogo w domu nie udało nam się jeszcze zastać takiego wyposażenia. 

Dzisiejszy dzień był mocno zjazdowy. W sumie zjeżdżaliśmy ok. 2400m!! To pozwoliło nam pokonać dystans prawie 120 km przy podjeździe 1000m. 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s