I na co komu te zjazdy – droga do Goris. Dzień 36

Powiem Wam szczerze, że na początku wyprawy sądziłam, że przyzwyczaję się do podjazdów. Ale się myliłam :p jednak każde, nawet 200 metrów podjazdu daje w kość. A jeśli jest to tak jak np. dzisiaj 1300 w górę to na serio można się zmęczyć. Taka właśnie była stroma droga do miasta Goris. Po drodze oczywiście były też zjazdy. Teraz widzę tylko jeden ich plus 🙂 prędkość. Dzisiaj padł rekord 65 km/h. A co w nich złego? Każdy zjazd trzeba potem nadrobić. A to trwa o wiele dłużej. To sobie ponarzekałam 🙂 Ale to ważne, żeby było wiadomo że jest tutaj też wiele trudu! Paweł sobie z tym wszystkim lepiej radzi i często wozi za mnie ciężkie rzeczy – taki z niego cichy bohater 🙂 *

Dzisiaj wydostaliśmy się z Górskiego Karabachu. A na zdjęciu nasz ostatni nocleg w tymże kraju, jedyny na łonie natury.


Chcieliśmy zdementować medialną nagonkę o tym, że jest tam niebezpiecznie. Owszem, przy granicy z Azerbejdżanem jest gorąco, ale my się tam nie zbliżaliśmy. Jeśli ktoś by chciał podziwiać tamtejszą przyrodę to polecamy. „No panic no stress”. Warto. A na granicy było tym razem bardziej oficjalnie. Mieli nawet mundury i przyzwoity, dosyć nowy, budynek służbowy. Panowie, wzięli od nas świstek z Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Ale na paszporty i wizy nawet nie zerknęli. Ważne, żeby rachunek był (ok. 25 zł za osobę)

nasze karabaskie wizy


Dalej pozostało nam tylko jechać w stronę Goris. 


W Goris opadła nas sfora dzieciaków na rowerach. Mieliśmy bardzo duży ogon za sobą 🙂 niezła obstawa. Gdy stawaliśmy na moment, żeby coś uzgodnić oni stawali z nami bez żadnego skrępowania dokładnie oglądając nasze rowery.


Widzieliśmy też namiastkę Kapadocji.



Miasto bardzo przyjemne. Podobno jest to jedyne w Armenii, które za czasów ZSRR rozkwitło. Wytyczono wtedy prostokątną siatkę ulic i szybko zapełniły je pierzeje domów. 


Po smacznym kebabie pojechaliśmy szukać miejsca na namiot. Udało nam się znaleźć miejsce na podjeździe w stronę Tatevu. Najlepsze w mieście! Polecamy. Naszprychowani. 

O! A przed chwilą jakiś pan do nas zapukał i spytał się czy nie widzieliśmy krowy. Biedna pewnie nie może trafić do domu 😦

* Subiektywna opinia Asi :p

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s