Tatev ukryty za kanionem. Dzień 37

Poranek mieliśmy dość ciężki, bo Asię znów nękały problemy żołądkowe. Już obydwoje jesteśmy tym trochę zmęczeni. Bo to często opóźnia nasze plany. Nasz namiot był cały w słońcu więc i tak musieliśmy uciec z naszej miejscówki.

Jeszcze rzut oka na Goris z góry. 

Na szczęście udało się wykrzesać siły, żeby dotrzeć do najdłuższej kolejki linowej na świecie. 


Szkoda tylko, że była nieczynna. Nasze rozczarowanie osiągnęło drastyczny poziom. Wiedzieliśmy bowiem, że droga jest bardzo stroma i wymagająca.. Ustaliliśmy, że łapiemy stopa. Zostawiliśmy rowery w pokrzywach i zabraliśmy się z przyjaznym Hiszpanem który wracał z Iranu. W środku samochodu ma łóżko 🙂 

Tym razem nie natrudziliśmy się zbyt mocno, żeby móc podziwiać monastyr Tatev.



Po pokonaniu wąwozu ruszyliśmy dalej. 


Wieczorem nadeszła burza. Nie zdążyliśmy się schować więc nas doszczętnie zmoczyło. 


A potem była podwójna tęcza!


Pojechaliśmy kawałek dalej, już w nocy. Zostaliśmy ugoszczeni przez pasterzy krów. Rozstawiliśmy namiot na morzu krowich placków. 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s