Z Khor Virap do Erywania. Dzień 40

Dzisiaj mieliśmy okazję spać pod kolejnym klasztorem.



Najbardziej jest on znany z tego, że jest dosyć blisko góry Ararat (30km). Ararat wyrasta z równiny w górę ponad 4100 metrów i jego wysokość względna robi wrażenie. 


Dalej pojechaliśmy w stronę miasta Artashat „wydać” trochę „zarobionych” korków od Pepsi. Dworzec kolejowy i jego okolice chyba pamietają dawne czasy. Do Erywania jedzie jeden pociąg dziennie o 17. 

Korków nie udało się wymienić. Podobno butelek już nie ma na stanie… No cóż, będziemy próbować w innych miastach, żeby nasz trud nie poszedł na marne. Swoją drogą trochę to smutne, że niemal w godzinę udało nam się zebrać 15 korków z pobocza głównej drogi, a przecież nie tylko butelki od pepsi tam leżały.. Ormianie nie za bardzo dbają o czystość. Wszędzie jest dużo śmieci. 

W Artashacie tak się zasiedzieliśmy, że wyjechaliśmy o 16 w stronę Erywania. Myśleliśmy, żeby zostać w tym mieście na noc u poznanej wczesniej rodziny, ale jednak pojechaliśmy dalej. 

Im bliżej miasta tym ulice coraz bardziej szerokie. Aż wreszcie wjechaliśmy do samego centrum. 

Wieczorem załapaliśmy się na pokaz fontann w tym miejscu. Zdaje się, że jest codziennie o 21 i trwa z godzinę. Bardzo przyjemnie nam się to oglądało.

Wieczorem zrobiliśmy sobie pyszną kolację, porozmawialiśmy z innymi gośćmi hostelu i poszliśmy „lulu” 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s