Sowiecki porządek w Erywaniu. Dzień 41

Dziś ruszyliśmy na miasto bez naszych czterech kół. Chcieliśmy przejść słynne kaskady. Ciągną się one w górę, aż na szczyt z którego widać dobrze nam już znany Ararat. Całość konstrukcji została ufundowana przez armeńskiego miliardera Cafesijana i prezentuje się dość imponująco.


Spacer rozpoczęliśmy od parku, w którym znajdują się różne rzeźby i piękny trawnik (bo już bez śmieci; chyba do stolicy Armenii dotarł trend ustawiania koszy na śmieci :p). Na dodatek park ma swojego strażnika o czym się przekonaliśmy, gdy Asia usiadła na betonie pod jedną z rzeźb. Okazało się, że nie można tam siadać.

Zaczęliśmy się wspinać po schodach w upalnym słońcu i na chwilę przycupnęliśmy na schodkach w cieniu. Tam był kolejny strażnik. Okazało się że tam też nie można siedzieć. Może to po prostu święte schody? 

W każdym razie konstrukcja jest o tyle ciekawa, że w schodach ukryte jest muzeum sztuki współczesnej. Wszystko jest bardzo zadbane i czyste. 


Potem udaliśmy się w kierunku Parku Zakochanych, gdzie zabroniono nam leżeć na trawie. 


Te wszystkie zakazy bardzo nie pasują nam do obrazu wcześniej nakreślonego przez resztę kraju. Ale chyba tak to bywa, że duże miasta rządzą się swoimi prawami. A w Erywaniu przecież mieszka 35% całej populacji Ormian, więc porządek musi tam być 🙂 tak przynajmniej sobie to tłumaczymy.

Prosto z parku weszliśmy w podziemia sprawdzić jak funkcjonuje tutejsze metro. 


Oczywiście zdjęć też tam nie można robić. Z naszych pobieżnych obserwacji wynika, że nie jest to zbyt popularny środek transportu. Chociażby dlatego, że metro składało się tylko z dwóch krótkich wagoników długości warszawskiego tramwaju. Za to cena jest super! Jedyne 100 dram (czyli niecała złotówka) za jeden przejazd. A zamiast biletów są urocze żetony.

Metrem przedostaliśmy się do centralnego placu Republiki. Monumentalizm widać gołym okiem. 


Upał w mieście pomagają zwalczyć ogólnodostępne kraniki. Wybraliśmy najbardziej rozbudowany model do zaprezentowania 🙂 


Stamtąd głównym uliczkami wróciliśmy do naszego hostelu. 


Widok z balkonu był całkiem ciekawy. W dobrą pogodę widać z niego Ararat. 


Co ciekawe za łóżka płaciliśmy po 16 zł a pomieszczenia były klimatyzowane. Bez takiego udogodnienia bardzo ciężko byłoby  wytrzymać w tym mieście. 

Spakowaliśmy nasze manatki i ruszyliśmy w stronę dworca kolejowego.


Pociąg jest tutaj rownież bardzo tanim sposobem komunikacji (ok. 8 zł za pokonanie 150 km). 

paragon za bilet z armeńskimi hieroglifami


I nie trzeba dopłacać za rower 🙂 co prawda standard pociągu nie jest wysoki, ale przynajmniej siedzenia są miękkie 🙂 szkoda tyko, że połączeń krajowych jest tak niewiele. 

Nasza podróż trwała 3 godziny. W międzyczasie zmieniał się krajobraz, ale Ararat bardzo długo był jeszcze widoczny. 

Dalej szlak prowadził trochę przez wyżyny. Pociąg dużo kluczył serpentynami pod górę, czasem przedzierał się przez wykopane skalne przełomy. 

Kiedy wysiedliśmy z pociągu było już ciemno, ale dworzec wyglądał bardzo zachęcająco do pozostania w nim na noc. Szczególnie że na zewnątrz padało i wiało. Okazało się, że możemy zostać w poczekalni i spokojnie się przespać. Oczywiście zostaliśmy poczęstowani jedzeniem. Dozorca stacji specjalnie dla nas włączył fontannę przed dworcem. A cały wieczór zakończył się, uwaga, grą w siatkówkę gumową, kolorową piłka na środku przestronnej hali budunku dworca. Nie sądziliśmy, że takie aktywności sportowe też nam się tutaj przydarzą. Było wesoło. Bardzo. 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s