Gyumri i powrót do wspaniałej Gruzji. Dzień 42

Dworzec otwiera się o 7. Musieliśmy więc wstać chwilę wcześniej. 

Zjedliśmy śniadanie w parku, a zęby umyliśmy na peronie. Tak jak poradził nam dozorca dworca 🙂  


I po szybkim zerknięciu na halę, gdzie graliśmy wczoraj w siatkówkę, ruszyliśmy dalej. 

Gyumri jest drugim co do wielkości miastem Armenii. Żyje w nim 150 tys. ludzi. W 1988 r. było tu trzęsienie ziemi, czego skutki widać do dziś. Miasto wciąż podnosi się z gruzów. Zginęło wtedy 50tys ludzi. 


Nasze zwiedzanie rozpoczęliśmy od cerkwi wykonanych z czarnego tufu. 


Niekiedy na ulicach można spotkać prawdziwe perełki. 


Popatrzyliśmy chwilę na pomnik Matkii Armenii i zamek, które są zlokalizowane blisko siebie i wróciliśmy do dzielnicy  Kumulje?. 


Tam udało nam się odnaleźć zakład fryzjerski działający w niezmienionej formie od 1940 r. Wnętrze zachowało swoją dawną klasę.

pracownik zakładu od 60 lat

lustro liczące sobie prawie 80 lat

minione trendy fryzur

Przekąsiliśmy pierwsze chaczapuri po adjarsku w sieciówce Tashir Pizza, żeby w okolicach Batumi być pewnym, że to rdzenne, gruzińskie będzie najlepsze.


Dzisiaj nie było aż tak gorąco, więc dość dobrze nam szło. Bardzo byliśmy zdziwieni, bo spotkaliśmy po drodze Ormian z sakwami na rowerze. Tego się naprawdę nie spodziewaliśmy. 


Ale większe wrażenie zrobiło na nas spotkanie z małżeństwem Australijczyków, którzy są w podróży od 10 lat (!)(motocykliści). Naprawdę byli mocno wyluzowani i mieli wiele ciekawych obserwacji. Aż szkoda było kończyć z nimi rozmowę. 

Krajobraz w międzyczasie znów się trochę zmieniał. Na nasze szczęście pojawiło się więcej zieleni.


Te tereny są bardzo biedne. Znakiem tego jest suszony w każdym gospodarstwie obornik, który zimą ma służyć za opał. 


Granicę znów przekroczyliśmy bardzo sprawnie bez żadnych kolejek. Może dlatego, że jest umiejscowiona między małymi wioskami. Skłamalibyśmy pisząc, że Armenię opuszczaliśmy z żalem. Raczej przepełniała nas radość powrotu do Gruzji. Udało nam się też znaleźć nocleg przy gospodarstwie. Jakże wielkie było nasze rozczarowanie, gdy okazało się, że nasi gospodarze są Ormianami. Okazało się, że na tych terenach 90% ludności to właśnie oni. Ich gościnność jednak była już bardziej zbliżona do gruzińskich zwyczajów. Mieliśmy też okazję spróbować ichniejszych przysmaków. Był to np. ogórek z miodem (o dziwo komponuje się bardzo dobrze). Oraz orzechy włoskie ze skorupką, ALE odpowiednio przygotowane. Dostaliśmy na nie przepis, jednak przyrządzenie ich to nie lada wyzwanie. Np.przez 40 dni trzeba codziennie zmieniać wodę dwa razy w ciągu dnia. 

Dzisiejszy dystans: 103 km (musieliśmy nadrobić lenistwo z ostatnich dwóch dni). W górę: 1100. W dół: 1000. Do tej pory przejechaliśmy ogółem: 2257 km. 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s