Miasto w skale – Wardzia. Dzień 43.

O poranku powitali nas sąsiedzi i babcia gospodarza. Pierwsze pytania brzmiały czy dobrze spaliśmy i czy mamy ochotę na mleko do śniadania 🙂 Paweł dostał ciepłe, świeże mleczko a ja herbatę. Do tego dwa rodzaje sera i masło domowej roboty. 

Na tym słabym zdjęciu powinno być widać przyniesioną tackę prawie że do łóżka 🙂


Podczas pakowania namiotu mieliśmy licznych obserwatorów 🙂 Każdy chciał też zobaczyć jak wygląda jego wnętrze. Babcia rownież nie mogła się powstrzymać. Gdy już zaspokoiliśmy ciekawość naszych dobrodziei i wymieniliśmy się kontaktami, nadszedł czas na pamiątkowe zdjęcia 🙂


Jeszcze poprosiliśmy o przepis na orzechy w zalewie. Wywołało to ogromną ilość zamieszania i szukania składników. Nie potrafili opisać ich po rosyjsku, a niektórych określeń z kolei my nie rozumieliśmy. Na szczęście otrzymaliśmy próbki. Dostaliśmy trż słynne czarne orzechy zawekowane w słoiku. Przykazano nam, żeby je dowieźć do Polski i dopiero tam zjeść. Bardzo byśmy chcieli, ale niczego nie obiecujemy.. Słoik jest ciężki, a orzechy bardzo smaczne. Rozumiecie sami, prawda? 🙂

Foto słoika kiedyś będzie tu 🙂

Dalej czekała nas przyjemna droga w dół wzdłuż wąwozu. Wiele gór dookoła było usłanych fioletowymi kwiatkami. Widoki po raz kolejny były bardzo przyjemne. W końcu dojechaliśmy do zamku. 

Ten stary wagon służył jako most przez rzekę. Nie wzbudza zaufania 🙂


Zaparkowaliśmy nasze rowery i.. znów ujrzeliśmy naszych znajomych Australijczyków. Tym razem rozmawialiśmy z nimi aż 1,5 godziny i naprawdę było bardzo cieżko nam się z nimi rozstać. Rozmowa była bardzo inspirująca i niesamowicie poszerzyła nasze horyzonty. Ale Wardzia wciąż na nas czekała. 


Dojechaliśmy do wzgórza, z którego było widać to skalne miasto. Ale wysokość i mocne słońce zniechęciły nas do wdrapywania się tam. 


Postanowiliśmy, że pojedziemy do mniej obleganego przez turystów miejsca Vanis Kvabebi. Ale tam też było bardzo stromo, więc stwierdziliśmy, że jedziemy dalej. 


Po drodze znów spotkaliśmy, już biwakujących nad rzeką, naszych nowych znajomych Billiego i Trash. Machali do nas, więc zajechaliśmy do nich. Przy rzece czekała nas druga niespodzianka, ponieważ odpoczywali tam nasi znajomi Stasiek i Asia. Pewnie nawet gdybyśmy się umawiali na to spotkanie, to trudniej byłoby się zobaczyć. Nie mieliśmy wyjścia. Zostaliśmy z naszymi rodakami, mimo że było jeszcze jasno a nasz dystans był dość marny bo tylko 57 km. Przyjemnie było posiedzieć przy ognisku i wreszcie coś opowiedzieć twarzą w twarz, a nie przez ekran telefonu. 

Tak, kręciły się tam kraby

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s