Przez Mały Kaukaz: droga do Batumi. Dzień 44 i 45

Jako, iż wczoraj mało jeździliśmy, dzisiaj postanowiliśmy wyruszyć dość wcześnie i nawet się to udało 🙂 Rano napisaliśmy krótki liścik naszym znajomym i wetknęliśmy go za wycieraczkę samochodu.


Krajobraz znów się trochę pozmieniał. Pojawiło się więcej zieleni i drzew.

Co jakiś czas spotykaliśmy się z naszymi nowymi znajomymi z Australii (w Batumi musieli być na 10 sierpnia, więc nie spieszyło im się za bardzo). Wymienialiśmy się rożnymi informacjami i dzieliliśmy jedzeniem. Nasze postoje zatem były urozmaicone i nabrały nowego kształtu. Po prostu fajnie było spędzać czas z tak doświadczonymi podróżnikami. 

W końcu udało nam się dotrzeć do Altaciche. Tam obłowiliśmy się w piekarni tym czego cały czas nam brakowało w Armenii. Czyli: chaczapuri w rożnych odsłonach i słodki placek z kremem.

Gdy już nabraliśmy siły mogliśmy ruszać na przełęcz. Droga była bardzo kamienista i bardzo niewygodna. Czasem pojawiał się asfalt, ale tylko na chwilę. Postanowiliśmy sobie podzielić podjazd na dwie części i po pokonaniu 1/3 poszliśmy spać przy rzece. 

Następnego dnia z nowymi siłami było łatwiej 🙂 a przed samą przełęczą dopadła nas zgraja dzieciaków.

Chcieli wyłudzić 1 lari za wjazd do wioski, ale nie przekonali nas 🙂


Bardzo nas zdziwiło, że na przełęczy mieszka tak dużo ludzi. To przecież wysokość 2100 m n.p.m. Praktycznie wszystkie domki wyglądają tak samo. Nawet nie mają porządnych okien tylko kwadratowe, małe dziury.


Postanowiliśmy jeszcze zobaczyć jeziorko leżące ok. 6 km od przełęczy. Droga strasznie nas wymęczyła, a widok nie był aż tak wspaniały jak sobie wyobrażaliśmy.


A na dodatek w drodze powrotnej Pawłowi pękła butelka z sosem w sakwie i trzeba było wszystko wyczyścić i naprawić hamulce (co było przyczyną grzebania w sakwach…) Ogólnie straciliśmy dużo czasu, energii i chęci, ale wyboru nie było – musieliśmy podążać w stronę Batumi. 

Zjazd głownie polegał na patrzenie pod koła, żeby unikać kamieni. Na tej trasie, mimo jej fatalnego stanu, panuje duży ruch więc byliśmy cali w kurzu i nasze sakwy też. W końcu zabrakło nam siły. Zatrzymaliśmy się przy wodzie, żeby zrobić zupki chińskie. Dookoła było kilka skromnych domków. Jednocześnie wkroczyliśmy już na teren Adżarii gdzie większość osób jest wyznania muzułmańskiego. Sposób troszczenia się o gości się jednak nie zmienił. Przyniesiono dla nas mały stolik, świeży chleb i ser (wszystko robione własnoręcznie). Naprawdę wciąż zaskakuje nas serdeczność tych ludzi.

Kontynuowaliśmy nasz zjazd. W końcu zatrzymał się przy nas samochód dostawczy oferujący darmową podwózkę. Czasowo byliśmy trochę w plecy, więc skorzystaliśmy, mimo że przykro nam było tracić zjazd (za 20 km miał się zacząć asfalt). Po drodze Pan opowiadał nam o zabytkach nas otaczających i nowo budowanej drodze. W Gruzji będzie 8-kilometrowy tunel. A nawet kilka. Praca wre! Trudzą się nad nią inżynierowie z Norwegii i Turcji. Nasza taxówka pomogła nam przebyć ok. 50 km. Wedle naszego życzenia zatrzymała się przy Moście Dandalo, gdzie po drugie stronie rzeki czekało na nas równe miejsce pod nasz namiot.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s