Batumi ech Batumi. Dzień 46

Do Batumi, o którym w latach 60 śpiewały Filipinki (zamieszczamy link do posłuchania tutaj) zostało prawie 60 km. Nasz cel na dzisiaj. Musieliśmy tam kupić bilety na prom. Najpierw jednak czekała nas przeprawa przez most. 


Dandalo to most kamienny, który liczy sobie prawie 1000 lat. Powstał już w czasach królowej Tamar, ale do dziś służy miejscowym mieszkańcom. Most łączy dwa brzegi rwącej rzeki Adżaris Ckali.

Do Batumi pędziliśmy tak szybko jak się tylko dało. Po drodze oczywiście spotkaliśmy naszych ukochanych motocyklistów.

Na przedmieściach Batumi jeszcze zjedliśmy pyszne chaczapuri (zamówienie było ciekawe: chciałem zapytać o cenę ale nie dostałem odpowiedzi. Po czym po kilku minutach nasze placki wylądowały na stole…)  i mogliśmy ruszyć w stronę centrum. 


Centrum miasta wyłoniło się nagle i powitało nas szerokimi alejami z wieżowcami i apartamentowcami po obu stronach, tworzącymi niekończące się pierzeje. Było czysto i spójnie. To wszystko robiło wrażenie. Gruzini mają powody, żeby być dumnym z tego miasta. 


Dalej dojechaliśmy do lini brzegowej i było jeszcze lepiej. Wzdłuż morza wybudowany został drewniany chodnik. Obok prowadziła ścieżka rowerowa. Wszystko oddzielały równe rzędy palm. Z tyłu wyrastały wieżowce hoteli i apartamentowców. Wiele jeszcze w budowie. To całe  bogactwo przytłaczało. Ceny mieszkań są tu rzekomo wyższe niż w Tbilisi. Jesteśmy w stanie w to uwierzyć. 

No dobra, może nie jest aż tak różowo. Im dalej od morza, tym miasto bardziej pospolite i bałaganu więcej. Ale większość czasu i tak spędza się przy nadbrzeżu. 


Słowo o ścieżkach rowerowych. Prawda, jest ich kilka. Ale Gruzini jeszcze nie potrafią ich uszanować. Spokojnie sobie po nich spacerują, jeżdżą całą szerokością. NAWET ustawiają na nich kramiki i sprzedają rożne rzeczy pieszym przechodniom. Tak, do tego jeszcze nie dorośli 🙂

W końcu udało nam się dotrzeć do biura sprzedającego bilety na prom. Kupno ich również zajęło nam trochę czasu. Płatności bowiem należy dokonać w banku, cena jest inna niż na stronie internetowej. Trzeba płacić gotówką i chodzić z kwitkiem do banku. Ogólnie trudno rozgryźć logikę działania 🙂 Ale obsługa w zasadzie jest przyjazna.

Po przeprawie z biletami poszliśmy w końcu wykąpać się w Morzu Czarnym. Plaże są bardzo kamieniste ale da się na nich leżeć. Jak widać na zdjęciu może to być całkiem przyjemne 🙂


Jeszcze kilka zdjeć, na prośbę jednej z mam 🙂

Deptak przy morzu

Kolejka do jedynego w tym mieście maka. Kolejki ogromne a ceny wysokie. Pojechaliśmy dalej.

Widok na wieżowce Batumi z miejsca noclegu


Po ciepłej kąpieli postanowiliśmy oddalić się od tego nowoczesnego miasta i zbliżyć się trochę do granicy z Turcją. Po drodze zjedliśmy kolację w tureckim lokalu zwanym lokantem. Pyszna zupa z mięsnymi pulpecikami, ryżem, ziemniakami i warzywami, do tego sałatka i darmowa woda.

Mogliśmy zatem zacząć poszukiwania miejsca na namiot. Po drodze jeszcze kupiliśmy oranżadę o smaku waniliowym. Bardzo ciekawy smak.

Nocleg znaleźliśmy, miejmy nadzieję, na mniej ruchliwej plaży w mieście kilka kilometrów na południe. Do Turcji pozostało tylko kilka kilometrów. Spędzimy tam kilka dni. 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s