Papa Batumi, papa Gruzja! Dzień 50 i 51

Dzisiaj opuszczamy Azję. Opóźniony o jeden dzień (z powodu deszczu i silnego wiatru) prom dzisiaj wyrusza w kierunku Odessy (dokładnie Czarnomorska).

Nasz bardzo ogólny plan powrotu do Polski (chlip chlip, to już niestety coraz bliżej) zakłada przejazd przez Odessę, Kiszyniów i Kamieniec Podolski.

Z powodu dobowego opóźnienia statku musieliśmy jakoś sobie zapełnić czas w Batumi. Niby dużo można znaleźć tutaj rozrywek, ale są trochę nie w naszym stylu. Znaleźliśmy kilka nietypowych. Obserwowanie dziewczyn robiących sobie selfi z palmą oraz najeżdżanie na ludzi chodzących ścieżką rowerową 😉 Próbowaliśmy dostać się do delfinarium na pokaz ale bilety na dzisiejsze pokazy były już wykupione. To chyba wszystko przez tą nędzną pogodę. 


Bardzo przypadła nam też do gustu piekarnio-restauracja. Byliśmy tam już cztery razy. Jest tanio, smacznie, świeżo i kameralnie. Jeśli ktoś się wybiera do Batumi to chętnie podzielimy się pinezką na maps.me (mamo, wytłumaczę Ci w domu o co chodzi :p).

Chaczapuri po Adżarsku. Tym razem masełko jeszcze nie zdążyło się rozozpuścić.

Wczoraj mieliśmy też przyjemność nocować w gruzińskim domu. Dostaliśmy zaproszenie na stacji benzynowej, gdy chowaliśmy się przed deszczem. To był pierwszy przez nas spotkany dom w Gruzji, gdzie był prysznic z ciepłą wodą. Ale za to prąd czasem był wyłączany (często spotykany tam zwyczaj :p).

Spotkaliśmy się też z naszymi znajomymi motocyklistami. Mamy nadzieję, że nie poraz ostatni. Cały czas z resztą mamy z nimi kontakt i ciągle pomagali nam w lokalizowaniu statku. Z ich hotelu widać port, także wiedzieliśmy kiedy nasz statek zawinął do portu. Dostaliśmy też zaproszenie do Australii. Mieszkają blisko plaży zatem można popływać tam z delfinami, rekinami i krokodylami.  A niedaleko domu kręcą się jadowite węże. Brzmi zachęcająco, prawda? 🙂


W końcu udało nam się też uczestniczyć we Mszy świętej po gruzińsku. Zaskoczyło nas to, że było tam bardzo dużo młodych osób, a w zasadzie większość. Msza zaczęła się z 20-minutowym opóźnieniem. W tym czasie owi młodzi ludzie bez skrępowania rozmawiali sobie lub zajmowali się telefonem. Bez selfi też się nie obyło 🙂 Cóż, co kraj to obyczaj. Ksiądz nawet powiedział krótkie kazanie po polsku (najpierw było w języku gruzińskim).

Niedługo wsiadamy na prom i będziemy płakać za Gruzją. Tym samym przez dwie doby ( w najlepszym przypadku) będziemy poza jakimkolwiek zasięgiem. Papa. 

PS. Wpis został okraszony losowymi zdjęciami z Batumi 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s