Na pełnym morzu. Prom Batumi – Odessa. Dzień 52 i 53

Te dni były bardzo odmienne od reszty. Na początku podróży raczej nie braliśmy pod uwagę trasy omijającej Turcję Morzem Czarnym. Ale sytuacja polityczna i konieczność kombinowania później powrotu do Polski samolotem spowodowały zmianę naszych planów. 

Podróż promem zaczyna się od kupna biletów. Nie da się tego zrobić przez internet na stronie przewoźnika UkrFerry. Jest tam natomiast możliwość wysłania zapotrzebowania na bilet. Działa to jednak nienajlepiej. Odpowiedź otrzymaliśmy po kilku dniach z informacją, że musimy się udać do ich biura osobiście  jeżeli chcemy mieć zakupione bilety…

Informacje o połączeniach, cennik i harmonogramy są na stronie. Choć nie wszystkie połączenia są tam zamieszczane. Promy są silnie zależne od pogody. Nasz, z powodu złej pogody został opóźniony o dobę. Niestety wyglądało to tak, że co kilka godzin dzwoniliśmy do biura aby uzyskać bieżące informacje. Najcześciej nic nie było jeszcze wiadomo i trzeba było dzwonić ponownie. My podglądaliśmy położenie promu na    TEJ stronie.

W końcu nadeszła wskazana godzina i udaliśmy się do biura portu. Pokazaliśmy nasze bilety i wypisane nam zostały przepustki. Nie wiedzieliśmy do końca w jakim celu 🙂 Udaliśmy się pod bramę i… okazało się, że musimy jeszcze czekać. Właściwie nie wiadomo jak długo – możę godzinę a może i cztery. Koczowała tam juz spora grupka osób (było już po 22). 

Wpuszczono nas tuż przed północą. Nagle zapanował chaos, a ludzie stłoczyli się w zbitą masę kolejki do wejścia. My z rowerami zostaliśmy w tyle. Na szczęście zostaliśmy potraktowani jak samochody i weszliśmy bokiem. Po raz kolejny ominęliśmy kolejkę dzięki rowerom 🙂 Może też przepustka umożliwiła nam takie przejście? Bo wtedy nam ją zabrano. A może każdy musi mieć taką przepustkę? Tego nie wiemy.

Po wejściu na pokład trzeba jeszcze było udać się do rejestracji po klucz do kajuty. Kajuta była dosyć spora i klimatyzowana. Okno też można było otwierać.
Jeszcze tylko przepraliśmy namiot i zadowoleni poszliśmy spać. Ok. 5 zostaliśmy wezwani na kontrolę paszportową. Wtedy właśnie się okazało, że wciąż stoimy w porcie.. 

Rano zauważyliśmy, że statek stał w porcie całą noc. Ruszyliśmy dopiero tuż przed śniadaniem. Szkoda, przez to będziemy w Odessie pewnie w nocy. Do pokonania jest ponad 1000 km a statek płynie ze stałą prędkością 30 km/h. Udało się jeszcze obejrzeć Batumi z innej perspektywy. 

Były to dwa dni odpoczynku. Był czas na czytanie książek, Wikipedii, pranie, granie w statki, a nawet drzemanie!


 Z opowieści słyszeliśmy, że można się tu nieźle wynudzić, jednak my cały czas byliśmy zajęci.
 
W cenie biletu (110 USD) mieliśmy rownież zagwarantowane trzy posiłki dziennie. Porcje były bardzo duże i smaczne. Aż cieżko było czasem zgłodnieć do następnego posiłku 😉 Na deser zawsze było ciastko, albo jakiś owoc. Naładowaliśmy się porządnie kaloriami na następne dwa tygodnie jazdy.  


Przez chwilę było widać Krym i jego stolicę – Sewastopol. 


Do portu dopłynęliśmy następnego dnia ok. 19. Z daleka mogliśmy obserwować zbliżającą się Odessę i Czarnomorsk.

Wychodząc, okazało się że na najniższym pokładzie płynęły z nami całe wagony kolejowe…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s