Z gliniastego pola w stronę Naddniestrzańskiej Republiki Mołdawskiej. Dzień 55

Dzień rozpoczął się od, kolokwialnie rzecz ujmując, grzebania w glinie. Poprzedni wieczór zmusił nas do wyboru takiego miejsca. Zatem rano była zabawa z oczyszczaniem śledzi, rowerów, butów..z tej czarnej mazi. Paweł jeszcze rano bawił się klockami – hamulcowymi 😉


Celem dnia było dotarcie do granicy Ukrainy z Naddniestrzem. Ostre słońce, oraz budowa drogi niestety nam w tym nie pomagała. Ale jak to mówią, nie ma tego złego. Remont drogi, którą jechaliśmy spowodował, że zdecydowaliśmy się pojechać trochę na około uciekając od kurzu i wąskiej drogi. Skierowaliśmy się w stornę miasta Teplodar. 


Wygląda jakby ktoś nagle postanowił na środku pola wybudować miasto. Bloki górowały na polami wokół. Prostopadłe rozplanowanie miasta świadczy o tym, że trochę tak było. Może jest to miasto przyelektrowniane? (jak czarnobylski Prypeć) Wybudowane dla młodych i wykrztałconych inżynierów? Kilka kilometrów wcześniej mijaliśmy sporą, czynną elektrownię. Taka teoria może mieć sens. 

Miasto samo w sobie nie jest szczególnie ciekawe, chociaż pomnik ogromnych złotych aniołów w środku parku robi wrażenie. Jednak to co nas urzekło w tym miejscu to ludzie. W supermarkecie mieliśmy problem z odnalezieniem na elektrycznej wadze produktów, które chcieliśmy wybrać, bo ich nazw nie było nigdzie.. Pomogła nam od razu jakaś młoda kobieta. Potem spożywaliśmy nasze zdobycze w cieniu na murku. Znów podeszła do nas młoda kobieta z małym dzieckiem w wózku i się pytała o nasze podróżowanie. Nagle wpadła na pomysł, że ugości nas brzoskwiniami. Zniknęła na chwile i wróciła za kilka minut z siatą brzoskwiń. Zaproponowała nam też nocleg. Szkoda, że to była taka wczesna pora 🙂 Udzieliła nam też cennej wskazówki, gdzie jest kranik z pitną wodą. Poszliśmy na bazarek, gdzie ów się znajdował, a przy nim zastaliśmy również wianuszek sprzedawczyń. Jedna z nich wcisnęła nam banknot do ręki a potem chodziła z nami i pokazywała gdzie co najlepiej kupić. Podsumowując: w Teplodarze otrzymaliśmy od ludzi dużo ciepła i darów 😉 Jak sama nazwa wakazuje. 

Po drodze nowe smaki oraz ciekawe przykłady lokalnej myśli 🙂 Ta oranżada była naprawdę smaczna. 


Potem już pędziliśmy do granicy. Po drodze natknęliśmy się na plaże przy rozlewisku Dniestru. Nie mogliśmy sobie odmówić tak przystępnego kontaktu z wodą 🙂 

Na nocleg załapaliśmy się przed domem pewnej rodziny. Udało nam się rozstawić namiot jeszcze za dnia. To naprawdę był duży sukces. Dostaliśmy na deser po kawałku melona i grzecznie poszliśmy spać 🙂


 Przejście graniczne zostawiliśmy sobie na dobry początek dnia następnego i, jak się okazało później, było to całkiem rozsądne posunięcie ;] Słyszeliśmy plotki od spotkanej w Odessie parze niemeckich sakwiarzy i chcieliśmy się dobrze przygotować. 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s