Produkcja wina pod ziemią – wino Cricova (filmy). Dzień 58 i 59

Rano, przy kawie okazało się, że wcale nie musimy jechać na południe, żeby zobaczyć podziemne tunele ze składowanym winem. Podobno trzeba się zapisywać wcześniej, podobno trzeba tam w środku się poruszać samochodem. Lepiej nam jechać na drugą stronę Kiszyniowa. 

Pożegnaliśmy się z naszym, jakże serdecznym gospodarzem.   

Posłuchaliśmy się. Wróciliśmy do Kiszyniowa, tym razem tylko przez niego przejeżdżając. Po drodze zahaczyliśmy o punkt widokowy. Nie jest zbyt widowiskowy, ale efektami się podzielimy.


Potem jechaliśmy już główną trasą do Cricova. Po pierwsze wjazdu do miasta nie da się przeoczyć.


A za bramą ciągną się winnice, niemalże w nieskończoność. 


Po wjechaniu do zamieszkałej części miasta skierowaliśmy się do tajemniczych piwnic. 

Żeby móc je zobaczyć trzeba wykupić wycieczkę za ok. 60 zł (cena nie obejmuje degustacji). Zajmuje się miejsce w pojeździe, który można określić dwuwagonikową ciuchcią na kółkach i wycieczka rusza prawie 100 metrów pod ziemię. 

Długość korytarzy ma w sumie 150 km. Wszystko składa się na dość magiczny labirynt. Każda ulica ma tam swoją nazwę (od rodzaju wina lub pochodzenia) i nawet są znaki drogowe, np pierwszeństwa. 

Korytarze powstały przy okazji rozbudowy Kiszyniowa. Z tego miejsca wybierano wapień, a powstałe w ten sposób rozległe korytarze zaadoptowano na potrzeby produkcji i przechowywania wina.


Pierwszy przystanek wycieczki obejmował beczki z leżakującym winem. 




Ciągnęły sie przez wiele kilometrów, ale te akurat obejrzeliśmy. Dalej pojechaliśmy obejrzeć proces produkcji wina musującego metodą tradycyjną. 

​​

Akurat trafiliśmy na dzień, kiedy taśma produkcyjna była czynna. Przez kilka lat wino leżakuje tutaj


W trakcie butelki są obracane pod kątem 45 stopni co każde dwa dni. 

Wino po leżakowaniu trzeba oczyścić. Zanieczyszczenie zbiera się w szyjce butelki, więc przez 10 minut jest ona mrożona, a następnie pod wpływem ciśnienia zmarzlina sama wyskakuje z butelki. Potem wino jest korkowane i pakowane. 
Potem ciuchcia zabrała nas do sali kinowej, gdzie mogliśmy obejrzeć patetyczny film o tym czym jest i jak powstaje wino marki Cricovia. 

Ostatni punkt wycieczki to muzeum i sale degustacyjne. 


W muzeum można zobaczyć stare roczniki pokryte kurzem i pleśnią 🙂 

Największy skarb Cricovi to butelka wina z 1902 r. pochodząca z Izraela. Jest bezcenna, choć wielu  próbowało kupić ją za bajońskie sumy. Są też okazy z lat 30-40 i młodsze.

 

Dodatkową ciekawostką są półeczki z kolekcją znanych osobistości ze świata polityki. W tym np. Angeli Merkel, czy Władimira Putina.

A kto z Polaków pokusił się na taki luksus? 


Była tam rownież półeczka Bronisława Komorowskiego..

Sal degustacyjnych jest kilka i każda urządzona jest w innym stylu. Są sale szykowne, w stylu tradycyjnym (znajduje się tak ikona z XIX w.), morskim etc. 

Największa z nich jest w stanie pomieścić 60 osób i akustyka jest na tyle dobra, że nie potrzeba tam używać mikrofonów. Nasza przewodniczka zdradziła nam sekret, że świętował tam swoje 50-urodziny W. Putin. My możemy ze swojej strony zapewnić, że są tam bardzo wygodne krzesła 😉

 

Po obejrzeniu wszystkiego ponownie wyjechaliśmy na gorącą powierzchnię. Do wieczora jechaliśmy i nic specjalnego się nie wydarzyło. Możemy wspomnieć, że można tu kupić bardzo tanie lody. Przechowywane są w zamrażarkach luźno bez opakowania w wafelkach i kosztują  w przeliczeniu 35gr 😀 Są w prawie każdym sklepie. 
Nocowaliśmy w pobliżu gospodarstwa i rano okazało się, że pies pogryzł nam jedną plastikową łyżkę… Trzeba było ją lepiej wylizać, a tak została potraktowana jak kość.

Droga do Soroki upływała nam pod znakiem nieustającego wiatru w twarz i pagórkami, co znacznie nas spowalniało. 


Miłym zdarzeniem dnia było spotkanie ze sprzedawcą arbuzów. Zawołał nas, objedliśmy się do syta dwoma rodzajami arbuzów, oglądaliśmy je na polu. A na koniec odpoczywaliśmy na wielkim łóżku w przyczepie kempingowej. Jak widać na każdym skrawku świata można spotkać dobrych ludzi 🙂

Dzień zakończył się dość nieoczekiwanie chowaniem się pod drzewem przed burzą. Ostatecznie byliśmy zmuszeni do rozbicia namiotu tuż przy głównej drodze. Także pędzące ciężarówki chyba będą nas budzić w nocy. Cóż zrobić? Spróbować dojechać jutro rano do Soroki. Może wiatr okaże się bardziej łaskawy?

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Produkcja wina pod ziemią – wino Cricova (filmy). Dzień 58 i 59

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s