Zwyczajne Soroki, Mołdawskie bazary i wyjazd z kraju. Dzień 60 i 61

Pomimo rozłożenia namiotu w pośpiechu przed burzą, tuż przy głównej drodze, całkiem nieźle się wyspaliśmy. Ostatnio wstajemy jeszcze przed 6. To bardzo wcześnie jak na nas :p

Dziś wyjechaliśmy bez śniadania już o 7 rano. Bez, ponieważ połowa załogi nie miała apetytu, a druga połowa stwierdziła, że może poczekać.

Okazja na śniadanie nadarzyła się około 2 godziny później. Znowu wymyśliliśmy sobie jajecznicę „na miejscu”. Okazało się, że jajka kosztują tu w przeliczeniu 6 groszy… Są w tym kraju bardzo tanie, więc trzeba je jeść. A że trzeba jeść to, co w danym kraju jest tanie, kupiliśmy ile trzeba i na stoliku przed sklepem rozłożyliśmy kuchenkę, wbiliśmy jajka do menażki i zaczynamy stawiać już na ogień, kiedy nagle do akcji wkroczyła sprzedawczyni i mówi, że mogliśmy przecież  powiedzieć co chcemy zrobić. U niej wszystko jest!

Weszliśmy do środka, a Pani nam przed nosem postawiła mikrofalówkę na stół. Później przyszedł klient, więc zostawia nas na chwilę. My skonsternowani zastanawiamy się co robić. Późnej pani nam wytłumaczyła, że nigdy nie robiła jajek w mikrofalówce, ale można zrobić przecież „eksperyment”. No to ładnie.

Na szczęście wyszedł z tego jakby omlet i było całkiem jadalne. Dostaliśmy jeszcze wrzątek i cukier. Można było zaparzyć herbatę. Cóż za wspaniały napój! W międzyczasie telefon naładował się do pełna i ruszyliśmy dalej.

W końcu po kilku kilometrach udało nam się dotrzeć do Soroki. Chcieliśmy tam obejrzeć twierdzę, ale zabytek okazał się niczym szczególnym.

Zostało nam jednak kilka rzeczy do załatwienia w mieście. Chcieliśmy np. kupić pocztówki. Mimo, że teoretycznie jest to miejsce turystyczne i kramiki z pamiątkami też są, to niestety nie było tego czego szukaliśmy. Nawet na poczcie. W końcu dowiedzieliśmy się, że w samej twierdzy można je nabyć (tylko są powiedzmy schowane). Opiekun zabytku do swojej pracy podchodził z dystansem i chyba nawet nie zbierał opłat za wejście (a przynajmniej my nic nie płaciliśmy…). Koniec końców okazało się, że są tam zdjęcia, a nie pocztówki. A na dodatek mieliśmy problem z przyklejeniem znaczków :p Ale na poczcie Pani dała nam jakieś świeższe i operacja się powiodła 🙂 Wniosek: pocztówki w Mołdawii bardzo ciężko jest znaleźć.

Musieliśmy też wybrać pieniądze z bankomatu. Wyglądają tak:

Na naszej liście rzeczy do spróbowania były lokalne placinta. To coś w rodzajach bułki z o smaku placka z twarogiem albo owocami. Ale nie podbiły naszego podniebienia.

Przed piekarnią zaczepił nas pewien mężczyzna, z którym odbyliśmy ciekawą konwersację. Okazało się na przykład, że typowa miesięczna wypłata tutaj to 50 dolarów (no, niedużo – od czasów ZSRR nic się nie zmieniło). A język mołdawski (który od rumuńskiego nie różni się jakoś bardzo) i w ogóle cały kraj mołdawski to tylko efekt radzieckiej propagandy. To powinno być województwem Rumuni, bo tym w zasadzie jest. Obecnie połowa Mołdawian sądzi że tak właśnie jest, a druga połowa że Mołdawia to oddzielny naród. Spornymi narodami łatwiej się rządzi, więc chyba cel został osiągnięty… Na dodatek zostało tutaj w ludziach jeszcze dużo radzieckiej mentalności (po wolnych wyborach partia komunistyczna rządziła przez 8 lat i dalej robiła wodę z mózgów).

Najciekawsze dla nas były zakupy na bazarze 🙂 Przypominamy, że aby otrzymać złotówki, ceny dzielimy na 5.

  • Pomidory 6 lei/kg
  • Winogrona zielona 10 lei/kg (były mega słodkie)
  • Papryka 5 lei/kg
  • Makaron 15 lei/kg
  • Ser żółty 20 lei/kg
  • Za ciasteczka typu herbatnikowego zapłaciliśmy 12 lei, a kupiliśmy prawie kilogram!

Z tak wypełnionymi sakwami mogliśmy spokojnie opuścić miasto, które pożegnało nas ostrym podjazdem. Przejeżdżaliśmy przez jego cygańską część (miasto powszechnie uważane za stolicę mołdawskich Cyganów), gdzie domy bardzo różniły się od innych.

Czas umilał nam kwas. Pijemy go codziennie. Można go dostać z nalewaka w każdym sklepie. Bardzo słodki, bardzo świeży i bardzo chłodny. Dlaczego u nas tak nie ma?

Dalej krajobraz zdominowały nam sady jabłkowe. Co jakiś czas pomykały kamazy wyładowane owocami po brzegi. A my na przerwach również możemy się nimi posilać w dużej ilości. Dziś spaliśmy w starym sadzie.

Następnego dnia znowu wstaliśmy przed 6, jechaliśmy dużo i szybko. Trochę przeszkadzały nieustanne pagórki (jazda po równym się niemal nie zdarzała, co spowodowało końcowe przewyższenie prawie jak w górach…).

Udało nam się też uchwycić na zdjęciu lody w wafelkach luźno w zamrażarce, o których pisaliśmy wcześniej.

Nie ma dnia, żeby nic się nie wydarzyło albo nie obyło się bez spotkania ciekawych ludzi. Dziś najpierw natknęliśmy się na grupę  sześciu starszych mężczyzn podróżujących na rowerach. Dawno nie było takiego spotkania. Było to możliwe tylko dzięki temu, że pomyliliśmy drogę 😀 Ich rowery nie wyglądały zbyt bogato i widać było, żen ie są z zachodniego kraju. Okazało się, że to ukraińscy lekarze i wybrali się na wycieczkę do Mołdawii, popróbować tutejszego wina. Zaprosili nas również do siebie do domu, jeżeli będziemy kiedyś mieli ochotę. Może skorzystamy, byli bardzo sympatyczni. Kilka kilometrów pojechaliśmy z nimi i nasze drogi się rozeszły.

Pod koniec dnia przekroczyliśmy granicę i ponownie znaleźliśmy się na Ukrainie. Nie wiemy dlaczego, w paszportach nie mamy pieczątki wjazdowej do Mołdawii, a jedynie wyjazdową? Może tak naprawdę nigdy tam nie wjechaliśmy? 🙂
Załączamy kilka zdjęć z drogi:

Tutaj na wsiach często nie ma bieżącej wody. Za to często są studnie. Czasem przybierają one bardzo dziwne formy. To już co prawda Ukraina, ale w Mołdawii też widzieliśmy tego typu perełki lokalnych rzemieślników.

Dzień zakończyliśmy nad ładnym stawem po drodze i przy nim właśnie postnaowiliśy biwakować.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s