Gyumri i powrót do wspaniałej Gruzji. Dzień 42

Dworzec otwiera się o 7. Musieliśmy więc wstać chwilę wcześniej.  Zjedliśmy śniadanie w parku, a zęby umyliśmy na peronie. Tak jak poradził nam dozorca dworca 🙂   I po szybkim zerknięciu na halę, gdzie graliśmy wczoraj w siatkówkę, ruszyliśmy dalej.  Gyumri jest drugim co do wielkości miastem Armenii. Żyje w nim 150 tys. ludzi. W … Czytaj dalej Gyumri i powrót do wspaniałej Gruzji. Dzień 42

Reklamy

Sowiecki porządek w Erywaniu. Dzień 41

Dziś ruszyliśmy na miasto bez naszych czterech kół. Chcieliśmy przejść słynne kaskady. Ciągną się one w górę, aż na szczyt z którego widać dobrze nam już znany Ararat. Całość konstrukcji została ufundowana przez armeńskiego miliardera Cafesijana i prezentuje się dość imponująco. Spacer rozpoczęliśmy od parku, w którym znajdują się różne rzeźby i piękny trawnik (bo … Czytaj dalej Sowiecki porządek w Erywaniu. Dzień 41

Z Khor Virap do Erywania. Dzień 40

Dzisiaj mieliśmy okazję spać pod kolejnym klasztorem. Najbardziej jest on znany z tego, że jest dosyć blisko góry Ararat (30km). Ararat wyrasta z równiny w górę ponad 4100 metrów i jego wysokość względna robi wrażenie.  Dalej pojechaliśmy w stronę miasta Artashat "wydać" trochę "zarobionych" korków od Pepsi. Dworzec kolejowy i jego okolice chyba pamietają dawne … Czytaj dalej Z Khor Virap do Erywania. Dzień 40

Poranek na Norawank. Dzień 39

Dziś nasz nocleg był najpiękniejszy z dotychczasowych. Przebywanie w nocy w murach klasztoru przy blasku świec oraz spanie pod monastyrem zapamiętamy na długo.  Z kanionu tym razem zjechaliśmy. Dziś chcieliśmy wypróbować nasz nowy pomysł na śniadanie. Zwijając namiot nic nie zjedliśmy z zamiarem pojechania do miasta, aby tam kupić jajka i inne produkty na jajecznicę … Czytaj dalej Poranek na Norawank. Dzień 39

Bystro z południowej Armenii na Norawank. Dzień 38

Dzisiaj obudziliśmy się na morzu placków! Zza kotary przywitał nas taki widok.  Wkrótce po wyruszeniu załapaliśmy się na kawę u... właściwie nie wiemy czym się oni zajmowali. Ale częstowali kawą i ciastkami, więc cieżko było odmówić. W międzyczasie przeszły jakieś owce. Miały dziwnie żółty kolor i okazało się, że owce się farbuje, żeby było wiadomo … Czytaj dalej Bystro z południowej Armenii na Norawank. Dzień 38

Tatev ukryty za kanionem. Dzień 37

Poranek mieliśmy dość ciężki, bo Asię znów nękały problemy żołądkowe. Już obydwoje jesteśmy tym trochę zmęczeni. Bo to często opóźnia nasze plany. Nasz namiot był cały w słońcu więc i tak musieliśmy uciec z naszej miejscówki. Jeszcze rzut oka na Goris z góry.  Na szczęście udało się wykrzesać siły, żeby dotrzeć do najdłuższej kolejki linowej … Czytaj dalej Tatev ukryty za kanionem. Dzień 37

I na co komu te zjazdy – droga do Goris. Dzień 36

Powiem Wam szczerze, że na początku wyprawy sądziłam, że przyzwyczaję się do podjazdów. Ale się myliłam :p jednak każde, nawet 200 metrów podjazdu daje w kość. A jeśli jest to tak jak np. dzisiaj 1300 w górę to na serio można się zmęczyć. Taka właśnie była stroma droga do miasta Goris. Po drodze oczywiście były … Czytaj dalej I na co komu te zjazdy – droga do Goris. Dzień 36

Szuszi. Dzień 35

Rano zjedliśmy ogromne śniadanie! I po południu pełni energii ruszyliśmy do góry. Dosłownie. 2 godziny trwała nasza wspinaczka rowerowa ze Stepanakertu do Szuszi - dawnej stolicy Górskiego Karabachu. Miasto jest wciąż odbudowywane po walkach między Azerami i Ormianami. Ślady tego bardzo łatwo zauważyć. Ormianie odbili miasto z rąk Arabów dopiero w latach 90tych. Do tej … Czytaj dalej Szuszi. Dzień 35

Stepanakert, stolica Górskiego Karabachu. Dzień 34

Wyjechaliśmy z hotelu. Jeszcze zanim pracownicy pojawili się na swoich stanowiskach, więc wychodziliśmy sami.  Dalej była droga przez step.  Bardzo nam się spieszyło do Ministerstwa Spraw Zagranicznych po wizy, ale po drodze zajechaliśmy jeszcze do Tigranarket. Tam znajduje się zamek oraz stanowiska archeologiczne, gdzie cały czas trwają prace.  Historia miasta sięga czasów przed naszą erą … Czytaj dalej Stepanakert, stolica Górskiego Karabachu. Dzień 34

Górski Karabach nie taki straszny. Dzień 33

Początek mieliśmy dzisiaj dość nieprzyjemny. Pod górę, pod wiatr i w deszczu. Aby dostać się do granicy Karabachu musieliśmy wjechać na przełęcz 2400 m n.p.m. O dziwo nawet był asfalt. W ogóle chcieliśmy zauważyć, że infrastruktura w tej republice (nieuznawanej przez niemal cały świat) jest jak na razie najlepsza. Dzisiaj śmigaliśmy świeżutkimi asfaltami. Czasem były … Czytaj dalej Górski Karabach nie taki straszny. Dzień 33